Gdy przewyższa siła wyższa

W dobie panującej epidemii sformułowanie „siła wyższa” (także „vis maior” lub „force majeure”) w widoczny sposób zyskało na popularności. Nic w tym w sumie dziwnego, skoro skutki obecnego stanu rzeczy odczuwa tak wiele podmiotów. Dotychczas wspomniane wyrazy przewijały się głównie w kręgach prawniczych, stąd ich znaczenie może nie być do końca jasne. W dalszej części tego wpisu wyjaśnię, kiedy mamy do czynienia z siłą wyższą i jaki jest sens istnienia tego pojęcia. Odpowiem także na pytanie, czy możemy jako takową traktować sytuację związaną z rozprzestrzenianiem się COVID-19.

Grom z jasnego nieba

Choć w żadnym z przepisów nie znajdziemy definicji „siły wyższej”, pomocne okazują się liczne orzeczenia sądów oraz spostrzeżenia doktryny. Zgodnie z przeważającą, tzw. obiektywną koncepcją siły wyższej, powszechnie przyjmuje się, że charakter siły wyższej będzie mieć zdarzenie będące jednocześnie:

  1. zewnętrzne,
  2. niemożliwe do przewidzenia,
  3. niemożliwe do zapobieżenia.

Zewnętrzność oznacza, że owo zdarzenie musi mieć swoje źródło poza jakimiś okolicznościami (układem), nad którymi w danym przypadku powinniśmy mieć kontrolę (za które odpowiadamy).
Nieprzewidywalność ma z kolei polegać na tym, że obiektywnie rzecz biorąc nie można przypuszczać, iż wspomniane zdarzenie nastąpi. Prawdopodobieństwo jego wystąpienia powinno być bardzo niskie.
Wreszcie brak możliwości jego powstrzymania sprowadza się do negatywnej odpowiedzi na pytanie „czy uwzględniając aktualny rozwój technologiczny, można zapobiec negatywnym skutkom zdarzenia?”1.

„Siła wyższa” w powyższym rozumieniu to najczęściej jakieś gwałtowne, nieoczekiwane zdarzenia, niepozwalające się kontrolować. W większości przypadków niezależne od człowieka (np. spowodowane przez siły natury powodzie, susze, trzęsienia ziemi, wichury, itp.), choć nie zawsze (np. wojny, rozruchy, zamieszki, akty władzy państwowej). Krótko mówiąc, to istny grom z jasnego nieba.

Na co komu siła wyższa?

Zjawisko stanowiące siłę wyższą pojawia się więc ni stąd, ni zowąd, skutkując często dotkliwymi szkodami lub uniemożliwiając normalne funkcjonowanie. Nie jest więc ono niczym przyjemnym, a tym bardziej czymś z czego można wywieść jakieś pozytywne skutki. Czyżby?

Mimo pewnej przewrotności, pojęcie siły wyższej ma w prawie za zadanie ochronę podmiotu, którego dotknęło zdarzenie o takim właśnie charakterze. Ochrona ta polega na możliwości zwolnienia się od odpowiedzialności za ewentualną szkodę wyrządzoną komuś innemu właśnie wskutek działania tej siły. Skoro siła wyższa to zdarzenie nad którym nie sposób zapanować, to niewłaściwym byłoby, aby ktokolwiek ponosił odpowiedzialność za jego skutki. Ustawodawca zdaje sobie więc sprawę, że „licho nie śpi”.

Możliwość uwolnienia się od obowiązku naprawienia wyrządzonej szkody z powołaniem na działanie siły wyższej odnosi się przy tym zarówno do odpowiedzialności ponoszonej w oparciu o tzw. zasadę winy, jak i zasadę ryzyka2.

Zgodnie z pierwszą z nich szkoda powinna zostać naprawiona, jeżeli sprawca jest winny jej powstania. Jeżeli zaś nie odpowiada za okoliczności, które spowodowały szkodę, nie jest zobowiązany do naprawy. Siła wyższa w takim wypadku zawsze ze swej istoty będzie stanowić okoliczność, za którą sprawca szkody nie ponosi odpowiedzialności. Nie stanowi to jednak, że jest ona jedynym przypadkiem, w którym można mówić o braku winy w wyrządzeniu szkody. Trafnie zależność tę uchwycił Sąd Najwyższy w uzasadnieniu jednego ze swoich wyroków, w którym wskazano, że:

„… <<siła wyższa>> stanowi generalną przyczynę wyłączającą odpowiedzialność opartą nie tylko na zasadzie ryzyka (np. art. 443, 435 i 436 k.c.), ale również odpowiedzialność opierającą się na zasadzie winy (np. art. 415 i nast. k.c.), choć w tym ostatnim zakresie podobny skutek eliminujący odpowiedzialność łączy się już z pojęciem tzw. przypadku jako negatywnego odpowiednika winy. Nie musi bowiem wcale nastąpić aż zdarzenie dające się zakwalifikować jako siła wyższa, wystarczy, że występuje tzw. przypadek.”3.

Druga zasada wychodzi z założenia, że pewne aktywności człowieka już ze swej natury niosą ze sobą duże ryzyko wyrządzenia szkody. Jeżeli więc są one przez niego podejmowane, to powinien liczyć się z ponoszeniem odpowiedzialności w szerszym zakresie niż normalnie. Zgodnie z nią, sprawca jest odpowiedzialny za szkodę chociażby nie ponosił za nią winy, chyba że wystąpi jeden z wyjątków. Jest nim m.in. właśnie siła wyższa. Ze względu na to wskazuje się też, że stanowi ona granicę odpowiedzialności ponoszonej na zasadzie ryzyka4.

Jednak sam fakt wystąpienia siły wyższej nie stanowi jeszcze wyłącznej podstawy zwolnienia się z odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę. Konieczne jest ponadto wykazanie, że to właśnie ona była powodem zachowania, które spowodowało powstanie szkody (wykazanie związku przyczynowo-skutkowego).

Pandemia COVID-19, jako przypadek siły wyższej?

Wiemy już czym na czym w ogólności polega siła wyższa i kiedy powołanie się na nią może okazać się przydatne. Pora w takim razie zastanowić się, czy obecna sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa to tzw. force majeure.

Nie ma wątpliwości, że szalejąca epidemia jest zdarzeniem o charakterze zewnętrznym. Wirus, który rozwinął się w Wuhan z pewnością pozostaje poza zakresem okoliczności (układu), nad którymi osoby dotknięte jego wpływem powinny panować.

Gdy pod koniec listopada 2019 r. pojawiły się pierwsze doniesienia o rozprzestrzeniającym się w Chinach wirusie, nikt chyba nie spodziewał się, że wywróci on świat do góry nogami. Życie tymczasem napisało scenariusz, którego nie powstydziłby się żaden z twórców filmów katastroficznych. Dość oczywistym wydaje się więc stwierdzenie, że pandemię COVID-19 należałoby co do zasady traktować jako zjawisko nieprzewidywalne. „Co do zasady”, ponieważ istotny wpływ na powyższą ocenę ma moment, w którym jest ona dokonywana. Przykładowo, dla umów zawartych przed wybuchem epidemii, sytuacja którą ona wywołała była rzeczywiście nie do przewidzenia. Jednak w przypadku porozumień zawieranych w czasie jej trwania, zjawiska tego nie powinno się już traktować jako czegoś nadzwyczajnego. Aktualnie, dokonując uzgodnień strony powinny więc brać pod uwagę potencjalny wpływ epidemii na realizację swoich praw i obowiązków.

I ostatecznie, czy skutki pandemii COVID-19 są czymś czemu obiektywnie nie można zapobiec? Wydaje się, że tak. W jaki bowiem sposób osoba nimi dotknięta miałaby im przeciwdziałać, skoro do dziś wiele państw nie potrafi sobie z tymi skutkami poradzić. W tym jednak wypadku istotne znaczenie może mieć upływający czas oraz rozwój nauki. Obecnie zwiększają się szanse na podejmowanie działań, mających na celu ograniczenie negatywnych konsekwencji pandemii. Mają temu sprzyjać przede wszystkim wprowadzane regulacje antykryzysowe. Nie zalecałbym więc przykładania jednej miary do sytuacji mających miejsce na początku epidemii oraz tych bardziej aktualnych, nie wspominając już jak na ocenę zdolności do powstrzymania skutków koronawirusa wpłynie wynalezienie szczepionki.

Ten zatem, kto z powodu wirusa z Wuhan nie wywiązał się ze swoich zobowiązań i wyrządził tym komuś szkodę, z wysokim prawdopodobieństwem będzie mógł zwolnić się ze związanej z tym odpowiedzialności, powołując się na siłę wyższą. Poza koniecznością spełnienia jej przesłanek, należy jednak również wykazać, że to właśnie ona była powodem braku realizacji obowiązków.

Źródło i autorstwo grafiki: Drzewo zdjęcie utworzone przez kjpargeter – pl.freepik.com

  1. zob. Z. Radwański, A. Olejniczak, Zobowiązania – część ogólna, Warszawa 2010, s. 83-84, nb. 213.
  2. Poza wymienionymi zasadami odpowiedzialności odszkodowawczej, w prawie cywilnym możemy jeszcze mówić o odpowiedzialności ponoszonej na zasadzie słuszności albo na zasadzie gwarancyjnej. Nie są one jednak tak często spotykane w praktyce, jak dwie pierwsze.
  3. Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 28 września 1971 r., sygn. akt: II CR 388/716.
  4. Z. Radwański, A. Olejniczak, op. cit., s. 83-84, nb. 213.
Share